Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozważania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2010

Zaproszenie do refleksji nad czytaniami

V Niedziela Zwykła

Tutaj znajdziesz czytania liturgiczne

Wprowadzenie: Każdy czytany w niedziele fragment z Pisma św. może być pomocą do osobistej modlitwy (ok. 15 min) w ciągu czterech dni tygodnia. Zaczynamy znakiem krzyża i przeczytaniem danego czytania. Kończymy rozmową z Bogiem o tym, co mi ten tekst mówi oraz modlitwą Ojcze nasz.

(Iz 6,1-2a.3-8): „W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; […] I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. […] I powiedziałem: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!” Przed Izajaszem otwarł się głębszy wymiar rzeczywistości. Zobaczył nagle, że w świątyni, w miejscu, które tyle razy nawiedzał, w którym nic nadzwyczajnego wydawało się nie dziać (te same stoły, ozdoby, słowa i rytuały), tak naprawdę cały czas odbywa się wspaniała, niebiańska liturgia i sam Bóg jest intensywnie obecny. To głębsze wiedzenie spraw otwiera Izajasza na głębsze widzenie sensu i celu własnego życia. To właśnie w tej opisanej scenie, w świątyni, tutaj odczytał swoje powołanie do głoszenia słowa Boga. Warto prosić o ową głębszą wizję, która stała się udziałem Izajasza. Wtedy, także i nasza coniedzielna obecność w świątyni może być drogowskazem dla kolejnych dni, wskazówką, czego Pan od nas pragnie, do czego nas powołuje.

(Ps 138): „Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, bo usłyszałeś słowa ust moich. Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów, pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku. I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność, bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę.” Bóg sam przekracza nieprzekraczalną różnicę pomiędzy Nim a nami i ogarnia nas swoją bliskością. Jego święte Imię, Jahwe, oznacza jestem z tobą, i cały czas wiernie będę przy tobie, i będę otaczał cię moją łaską. To jest ta wielka obietnica Boża, o której musimy sobie ciągle przypominać. Niedzielna Eucharystia opiera się właśnie na takim przypominaniu Bożych obietnic i odczytywaniu faktu, że zostają one spełniane. Dlatego Eucharystia to też dziękczynienie. Bo bardzo ważne jest ćwiczenie się we wdzięczności i uwielbieniu, i to z całego serca. Wiara umiera bez przypominania i bez dziękczynienia, bez Eucharystii, bez śpiewania psalmu wobec aniołów w świątyni Pana.

(1 Kor 15,1-11): „Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną.” Słowa św. Pawła to jakby sformułowanie zasady bardzo drogiej św. Ignacemu z Loyoli i jezuitom w ogóle: módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga; działaj tak, jakby wszystko zależało od ciebie. Zaangażowanie człowieka, aby było owocne, musi iść w parze z łaską Bożą, którą On nas zawsze obdarza. Do tego stopnia to sprzężenie jest tajemnicze, że nie jesteśmy w stanie rozróżnić, gdzie jest łaska, a gdzie nasze siły. Często, z jednego punktu widzenia, dany proces lub działanie można wyjaśnić całkowicie za pomocą ludzkich pojęć i mechanizmów. Ale jednocześnie, z innego punktu widzenia, ten sam proces lub działanie może być wspaniałym objawieniem się Boga. Jeżeli ktoś nie chce, nie zobaczy Boga. Jeżeli ktoś wierzy, ujrzy Jego cudowne działanie. Bóg nie działa poprzez łamanie prawideł przyrody. On raczej trudzi się w nas poprzez te prawidłowości. I tak, działając, to nie ja działam, ale On przez mnie i we mnie. Jeśli tylko wierzę.

(Łk 5,1-11): „Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił.” Często misja, którą Pan stawia przed człowiekiem może przerażać, obojętnie, czy jest to wyjazd na dalekie misje, praca w trudnym środowisku, niebywałe trudności życiowe, czy też choroba długa i zagrażająca życiu. Misja, którą Jezus proponuje Piotrowi jest tak ogromna, że już nawet lęk wobec niej jest bezsensowny. Misja ta bowiem przerasta Piotra całkowicie i pod każdym względem. Jeżeli Jezus daje mu ją, to tylko dlatego, że On sam chce jej dokonać, a Piotr ma tylko się powierzyć Jezusowi. Rzeczywiście, gdyby Piotr sam chciał „łowić ludzi”, byłoby to beznadziejne. Ale nie, to Jezus chce by Piotr „łowił ludzi”, i tylko dlatego, że On chce, to dzieło się uda. Piotr ma tylko pójść za Jezusem i tylko patrzeć, jak coraz bardziej powiększa się Boża chwała niezależnie od tego, co faktycznie się z nim dzieje. Jeśli tylko ufa.

sobota, 30 stycznia 2010

IV Niedziela Zwykła - Zaproszenie do refleksji nad czytaniami

Wprowadzenie: Każdy czytany w niedziele fragment z Pisma św. może być pomocą do osobistej modlitwy (ok. 15 min) w ciągu czterech dni tygodnia. Zaczynamy znakiem krzyża i przeczytaniem danego czytania. Kończymy rozmową z Bogiem o tym, co mi ten tekst mówi oraz modlitwą Ojcze nasz.

(Jr 1,4-5.17-19): „Pan skierował do mnie następujące słowo: Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię.” Sam Pan wybrał Jeremiasza. Jeremiasz może być pewnym tego, czego wielu z nas chciałoby być pewnymi: on wie, że to Bóg go posłał, dał misję i ustanowił prorokiem, wie, że słowa, które będzie mówił pochodzą od Boga. Nie jest to jednak gwarancja sukcesu. Świadomość Bożego wybrania nie ma być dla niego zapewnieniem, że dobrze mu się będzie z ludźmi układało, że mu się powiedzie i odniesie sukces. Przeciwnie, bycie autentycznym wysłańcem Boga będzie oznaczało dla niego to, że mu się nie powiedzie, że będzie doświadczał gwałtownego i budzącego lęk o siebie i swoje życie sprzeciwu ludzi, ich niechęci a nawet nienawiści. W tym wszystkim jedyną podporą dla Jeremiasza ma być po prostu świadomość, że Pan zna go bardzo dobrze, że zna go całego i dokładnie, całą jego historię życia. Bóg zaprasza Jeremiasza do życia ubóstwem duchowym, czyli do złożenia całej nadziei w Nim tylko i w niczym więcej. Czy mu się coś uda czy nie uda ma drugorzędne znaczenie.

(Ps 71): „Bo Ty, mój Boże, jesteś moją nadzieją, Panie, Tobie ufam od młodości. Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin, Od łona matki moim opiekunem.” Słowa tego psalmu to wyznania człowieka dojrzałego, który wiele już w życiu przeszedł. Teraz, w wieku dojrzałym, zapewne przygnieciony zwątpieniem i może na progu rozpaczy, próbuje wrócić pamięcią do swojego życiowego doświadczenia, do swojej drogi, którą starał się czynić wraz z Bogiem. I odnajduje tam promyki nadziei i iskierki ufności. Odkrywa, że Pan przecież był przy nim od samego początku, przecież tyle razy dziękował Mu za obecność, doświadczał Jego troski, i przekonywał się, jak Bóg w zadziwiający sposób rozwiązywał najbardziej zawiłe sprawy życia. Od samej młodości był w szkole Boga, który uczył go Siebie na różne sposoby. Stąd nabiera ufności, że, choć może nie wie jak, to jednak także i teraz Bóg okaże się wierny i kolejny cud rozbłyśnie w jego życiu.

(1 Kor 12,31-13,13): „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.” Miłość jest dla nas w pewnym sensie najmniej atrakcyjna ze wszystkich darów. Wolelibyśmy inne dary i charyzmaty, bardziej efektowne, widoczne, rzucające się w oczy: dar języków, wiedzę, prorokowanie, dar władzy – żeby tylko wymienić te, o których pisze św. Paweł. Miłość wydaje się przy nich bardzo skromną rzeczywistością: bo przecież ona się nie narzuca, jest cierpliwa, nie zazdrości, nie wynosi nikogo ponad innych, przebacza, jest cicha, nie chce rozgłosu. Posiadanie charyzmatu miłości niejako może nas marginalizować, usuwać na margines wspólnoty. No właśnie na margines, czy raczej do centrum, do serca wspólnoty. Ten paradoks rozumiała bardzo dobrze św. Tereska z Lisieux. Nie miała żadnego innego charyzmatu poza kochaniem. I to wystarczyło.

(Łk 4,21-30): „Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.” Już pierwsze publiczne wystąpienie Jezusa mogło się dla Niego skończyć tragicznie. Mógł zostać zrzucony z góry w przepaść, a potem pewnie zostałby obrzucony kamieniami, by upewnić się, że nie żyje. Jezus w jakiejś mierze sam coś takiego sprowokował. Mógł przecież jakimiś bardziej gładkimi słowami wpisać się w całą rozmowę ze swoimi współziomkami. On jednak wybrał zaczepne sformułowania. Jezus pokazuje, że nie szuka poklasku, nie chodzi Mu o tłumy, nie chodzi o popularność. Raczej chce obudzić ludzkie sumienia, pragnie przywrócić do życia ludzkie serca. Przykłady Eliasza i Elizeusza były dla Żydów wyrzutem, raną, czymś wstydliwie ukrywanym. Jezus chce ich z tym skonfrontować, chce pomóc im przyjąć prawdę po to, by się nawrócili. Ta prawda jednak wydaje się być dla Żydów jeszcze zbyt trudna, reagują więc gniewem i wściekłością. Także my powinniśmy szukać w relacji z Jezusem nie miłych nastrojów, ale przede wszystkim prawdy o sobie. Jezus jest przecież nade wszystko prawdą o człowieku.